Freak Show recenzja

Tyle teatrów w mieście: dziwacy w Starej Gazowni

Marta Kaźmierska

Gazeta Wyborcza 2012-07-29

Po co komu dzisiaj cyrk? Powodów do śmiechu dostarcza rzeczywistość, która – jak u Barei – jest jak niekończący się skecz. Aktorzy nowej poznańskiej grupy Circus Ferus opowiedzieli o tym w swoim pierwszym spektaklu „Freak Show”
Widzieliście kiedyś człowieka, który w życiu połykał już prawie wszystko (nawet kołpaki do volkswagenów golfów)? Grupa Circus Ferus ożywiła takiego „freaka” na potrzeby spektaklu „Freak Show”. Na niewielkiej scence, jakby przywiezionej prosto z festynu w niewielkim miasteczku, stanął siłacz w obcisłym ubraniu i do przyciśniętej do ust gigantycznej tuby pakował raz za razem ogrodowe krasnale. Publiczność szybko „kupiła” lekką, cyrkową konwencję. Wśród śmiechów i oklasków konferansjer z laseczką anonsował kolejne dziwy: człowieka wysyłającego SMS-y przy pomocy wszystkich czterech kończyn, kobietę z brodą (za rozczesywanie tej „strzelistej keratyny” zabrało się w pewnym momencie dwóch pozornie nieustraszonych harcerzy) czy kobietę o trzynastu piersiach. Bliźnięta syjamskie wygrywały na keyboardzie Casio balladę „Zawsze tam gdzie ty”, a pluszowe robale zamieszkujące trumnę wraz z manekinem nieboszczykiem wyśpiewywały fałszywie przebój grupy Queen – „Who Wants to Live Forever”.

Gdyby w nieskończoność mnożyć podobne sceny (a grupa Circus Ferus wydaje się do tego zdolna) byłoby już może za śmiesznie, zbyt ludycznie i festynowo. Na szczęście przed publicznością pojawił się też w pewnej chwili najlepszy przyjaciel człowieka – Pies Perełka, kopulujący z każdą nogą i każdym napotkanym przedmiotem. W ślad za nim nadciągnęła kolejna postać: czujny urzędnik, katalizator złych obyczajów. – To ja tu załatwiam pozwolenia z Urzędu Miasta, a tu takie rzeczy?! – grzmiał aktor w garniturze, przeciskając się przez widzów, którzy siedząc w kucki, otaczali ciasno niewielką scenę. Aż do refleksyjnego finału.

Czy „Freak Show” to tylko niewinna podróż do przełomu XIX i XX w., kiedy cyrkowe pokazy dziwolągów należały do bardzo popularnych rozrywek? Ci, którzy wracając w piątek ze spektakli w Starej Gazowni przeszli przez Stary Rynek, mieli okazję spotkać jeszcze m.in. kobietę królika przed jednym z nocnych klubów i faceta, który sikał już chyba wszędzie (nawet na bardzo zaludnionych ulicach). Show must go on.